Strona Główna  
       

Karol Wojtyła w Rudniku nad Sanem

 
Próba rekonstrukcji wydarzeń


                        

 W tym budynku nocował w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia biskup krakowski Karol Wojtyła,
późniejszy Papież Jan Paweł II.

Czy uda nam się poznać dokładną datę tego wydarzenia ?

Ta strona jest miejscem, gdzie będzie się można zapoznać z dotychczasowymi ustaleniami oraz miejscem,
gdzie będzie się można podzielić własnymi spostrzeżeniami, wnioskami i informacjami na ten temat.
Może wspólnie uda nam się ustalić kiedy Karol Wojtyła nocował w naszym miasteczku ?

Wszystkich, którzy posiadają jakieś informacje na ten temat, sugestie lub wnioski proszę o nadsyłanie maili na adres :

Rudnikns@poczta.onet.pl

  ___________________________________________________________________________

7.03.2008

 
Biskup Karol Wojtyła w Rudniku - nowe, interesujące ustalenia i fakty

Coraz więcej faktów pojawia się w sprawie tajemniczej wizyty w Rudniku Karola Wojtyły,
ówczesnego biskupa krakowskiego , a późniejszego Papieża Jana Pawła II. Oto co udało się ustalić
ostatnio Marianowi Pędlowskiemu (thx), rudnickiemu radnemu, który od dawna również próbuje
wyjaśnić tę intrygującą historię :

Jesienią (przełom września i października), wieczorem, około dwudziestej, Stanisław Urbanik (strażak)
szedł z Tadeuszem Osetkiem, ul. Mickiewicza, w kierunku cmentarza. Była niesamowicie gęsta mgła.
Przed młynem, na wysokości budynku gospodarczego, w pewnej chwili zobaczyli bardzo wolno przemieszczające się trzy światła.
Okazało się, że szedł postawny mężczyzna z latarką, a za nim powolutku jechał samochód.
- Szczęść Boże - powiedział - podając rękę panu Stanisławowi - mężczyzna w długim czarnym,
suknianym płaszczu. - Jak dojść do plebanii ? Nie znamy terenu, przypadkiem przejeżdżamy przez Rudnik, ponieważ na trasie z Zamościa i Biłgoraja "władza" skierowała nas tędy objazdem. Jest już późno, mgła
taka, że jechać trudno, chcemy przenocować na plebanii. Wracamy z wizytacji w Zamościu.
- Plebania jest już bardzo blisko, za około 40 metrów, w prawo, widać trochę światło z okna plebanii - odpowiedział Stanisław Urbanik. - Mężczyzna podziękował. - Będę się za was modlił - dodał.

I tak obaj, nie rozpoznawszy z kim rozmawiali, poszli w kierunku cmentarza. Gdy po chwili odwrócili się, zobaczyli światła skręcające w prawo. W tym momencie Tadeusz Osetek pomyślał, czy dobrze zrobili,
że wskazali drogę do plebanii. A może to jaki bandyta i szykuje napad na księdza, bo w tamtych czasach również takie się zdarzały. Uznali jednak, że obawy są bezpodstawne, nie zawrócili do plebanii,
by sprawdzić, czy faktycznie wszystko jest w porządku i poszli dalej.

W niedzielę, ks. proboszcz Ludwik Hupkała, podczas mszy św. opowiedział o tym wydarzeniu. Powiedział,
że kilka dni temu na plebanii nocował biskup krakowski Karol Wojtyła. Rano, o godzinie szóstej odprawił
mszę św. i pojechał do Sandomierza. Proboszcz podziękował Stanisławowi Urbanikowi i Tadeuszowi
Osetkowi za to, że wskazali drogę biskupowi.

Stanisław Urbanik nie pamięta jednak w którym dokładnie było to roku, być może w latach 1962-65.
Obiecał, że spróbuje zastanowić się i być może skojarzy to z innym faktem.


W toku badań i poszukiwań udało się też ustalić inne fakty na temat pobytu biskupa Wojtyły w naszych stronach w tamtych latach :

Październik 1966 - Zamość i Lubaczów

Karol Wojtyła, pełniąc funkcję arcybiskupa-metropolity krakowskiego, jadąc z Lublina do Lubaczowa zatrzymuje się w Zamościu (m.in. nawiedza kolegiatę). Lubaczów był jednym z etapów obchodów
Millenium Chrztu Polski.
Etapem ważnym, oprócz Wojtyły, przybył tu wtedy także kardynał Stefan Wyszyński.

Ponowna wizyta przyszłego Papieża na zamojskiej ziemi przypadła na rok 1966. Wtedy to ksiądz arcybiskup Wojtyła jadąc do Lubaczowa, wstąpił na modlitwę do zamojskiej Kolegiaty.

Po raz kolejny na ziemię zamojsko-lubaczowską przybył ks. Karol Wojtyła już jako arcybiskup metropolita krakowski pod koniec października 1966 r.

______________________


Informacja prasowa na ten temat :

  Niebywała historia wydarzyła się w połowie lat sześćdziesiątych w Rudniku nad Sanem.
Wówczas Karol Wojtyła, ordynariusz, arcybiskup krakowski, przejeżdżając przez tę miejscowość,
z powodu silnej mgły i deszczu zatrzymał się na nocleg u miejscowego proboszcza.
Historię doskonale pamiętał nieżyjący już ksiądz Ludwik Hupkała, a na początku lat dziewięćdziesiątych przypomniał o niej Papież Jan Paweł II.

- Wielokrotnie słyszałem tę historię od świętej pamięci księdza Ludwika Hupkały, ówczesnego proboszcza - mówi ksiądz Edward Franuszkiewicz, obecny proboszcz parafii pod wezwaniem Trójcy Przenajświętszej
w Rudniku nad Sanem. Ksiądz Hupkała wspominał, jak wieczorem do drzwi zapukały dwie osoby z prośbą
o nocleg. Już wtedy biskup krakowski Karol Wojtyła był znany, ale nikt nie sądził, że gościem Rudnika jest przyszły Papież. Wizyta była tak zaskakująca, że nawet w księgach parafialnych nie znajdziemy wzmianki. Wstali bardzo wcześnie rano i ksiądz proboszcz nie zdążył się nawet z nimi pożegnać.

    Po wielu latach od tej niezapowiedzianej wizyty biskupa krakowskiego w Rudniku nad Sanem historia ponownie ożyła. Na początku lat dziewięćdziesiątych podczas kolejnej wycieczki i audiencji u Ojca Świętego mieszkańców Rudnika nad Sanem o tej niezapowiedzianej wizycie dowiedzieli się pielgrzymi.
- Byłam starościną wycieczki i to mnie przypadł zaszczyt wręczania darów przywiezionych Papieżowi - mówi pani Maria z Rudnika nad Sanem. - Pamiętam, jak czekałam na spotkanie z Ojcem Świętym i bałam się, że nie będę mogła nic powiedzieć. Wszystko się zmieniło, gdy się zbliżał. Pamiętam, jak wtedy powiedziałam,
że jesteśmy z małego miasteczka Rudnik nad Sanem i pewnie ta nazwa nic Ojcu Świętemu nie mówi.
Po chwili zastanowienia Jan Paweł II z uśmiechem na twarzy odpowiedział :
"Doskonale pamiętam Rudnik nad Sanem, bo na plebanii spędziłem noc, chroniąc się przed burzą.
Byłem wtedy biskupem krakowskim i zatrzymaliśmy się na nocleg u miejscowego proboszcza".

[Echo Dnia]
___________________________________________________________________________


 Dyskusja na ten temat toczy się wciąż na forum Towarzystwa Miłośników Ziemi Rudnickiej.

Link do tego wątku na forum :
http://users.nethit.pl/forum/read/tmzr/3356158/

Oto jej dotychczasowy przebieg, wzbogacony o zdjęcia :

_____________________________
______________________________________________


Temat: Nocleg Karola Wojtyły w Rudniku
wyslane przez Kopernik dnia 2005-04-16 20:29:57
--------------------------------------------------------------------------------
Myślę, że warto wyjaśnić, kiedy dokładnie biskup krakowski Karol Wojtyła a późniejszy papież Jan Paweł II nocował w Rudniku.

Jedyne co mi przychodzi do głowy, to próba dotarcia do pana Józefa - osobistego kierowcy Karola Wojtyły
z tamtych czasów. To chyba jedyny żyjący świadek.
Ze względu na niezwykłe okoliczności : mgła, deszcz i konieczność przerwania podróży, mógł zapamiętać, gdzie wtedy jechali. A wtedy pozostaje kuria biskupia w Krakowie i jej dokumenty.
Tak czy owak, to wydarzenie zasługuje chyba na wyjaśnienie i tabliczkę na budynku ze stosownym zapisem.

wyslane przez Kopernik dnia 2005-04-20 20:32:01
--------------------------------------------------------------------------------
Dzisiaj już wiadomo, że tym kierowcą Karola Wojtyły był wtedy najprawdopodobniej Józef Mucha.

wyslane przez M.Pędlowski dnia 2005-04-20 22:42:40
--------------------------------------------------------------------------------
Pan Józef Mucha mieszka w Wierzchosławicach niedaleko Tarnowa - faktycznie był kierowcą Karola Wojtyły z czasów, kiedy był On biskupem, później arcybiskupem i kardynałem. Woził Go 16 lat.
Koperniku, Pan Mucha zapewne pamięta ten epizod więc trzeba się z nim skontaktować.
M. Pędlowski

 Na zdjęciu - Józef Mucha, kierowca Karola Wojtyły z czasów krakowskich.

          

 [Zdjęcie M.Pędlowski, kliknij, aby powiększyć]

wyslane przez M.Pędlowski dnia 2005-04-29 19:53:02
--------------------------------------------------------------------------------
Rozmawiałem z panem Józefem. Niestety nie kojarzy takiego zdarzenia. Przypuszcza, że mogło to wydarzyć sie wcześniej za jego poprzednika na stanowisku kierowcy ówczesnego biskupa Korola Wojtyły - niestety zmarł on dwa lata temu.

wyslane przez Kopernik dnia 2005-04-30 11:16:29
--------------------------------------------------------------------------------
Wygląda więc na to, że nie poznamy daty dziennej tej niespodziewanej wizyty.
Jednak fakt pozostaje faktem, co więcej, potwierdził go sam Karol Wojtyła.
Ale spróbujmy jeszcze głośno pomyśleć dlaczego arcybiskup krakowski jechał wtedy przez Rudnik i
pójdźmy rozumowaniem w tę stronę.
Wiadomo, że Karol Wojtyła z racji swej pracy naukowej na KUL-u bardzo często pokonywał trasę Kraków-Lublin-Kraków.
Uprawnionym jest więc założenie, że wracał wtedy z Lublina do Krakowa.
Rudnik leży jednak na uboczu najkrótszej trasy łączącej te miasta. Musiał więc być jakiś specjalny powód, że wybrano właśnie tę drogę. Po małej analizie mapy można wyeliminować Rzeszów, Jarosław i Przemyśl.
Jest bardzo prawdopodobne, że powodem wyboru tej trasy był Leżajsk i tamtejsza bazylika.
Jeśli tak, to być może w tamtejszych księgach parafialnych odnotowano tę wizytę ?

Oczywiście data dzienna ma w tym wszystkim znaczenie drugorzędne i nie ma potrzeby stawiania kolejnego pomnika Jana Pawła II w Rudniku. Ale skoro rudnicka ziemia gościła kiedyś Karola Wojtyłę, to warto poznać (póki są jeszcze jakieś ślady) szczegóły tej tajemniczej i niespodziewanej wizyty.

wyslane przez Kopernik dnia 2005-04-30 11:25:40
--------------------------------------------------------------------------------
To bardzo cenne, że udało się dotrzeć do pana Józefa i z nim porozmawiać.
Bardzo cenna jest też informacja, że on tego nie pamięta i mogło to być za kadencji jego poprzednika.
Czy pan Józef nie powiedział od kiedy on był kierowcą Karola Wojtyły ?
To zawęziłoby od razu przedział czasowy.
Pozdrawiam

wyslane przez M.Pędlowski dnia 2005-04-30 12:36:56
--------------------------------------------------------------------------------
Z panem Józefem będę jeszcze rozmawiał. Póki co ustaliłem, że Karol Wojtyła w czasie obchodów 1000-lecia Chrztu Polski w dniu 21 VIII 1966 r. w Przemyślu koncelebrował mszę św. Podobna sytuacja miała miejsce
w czasie uroczystości 600- lecia Diecezji Przemyskiej obrządku łacińskiego w dniu 13 VI 1976 r.
Poszukam też śladów w Leżajsku.

wyslane przez M.Pędlowski dnia 2005-04-30 13:15:26
--------------------------------------------------------------------------------
Znalazłem informację o pobycie Karola Wojtyły w Leżajsku. Była to wizyta niespodziewana.
"Z okolicznościowej notatki kronikarskiej wiadomo, że 28 V 1965 r. do leżajskiego sanktuarium przybył
ks. abp Karol Wojtyła, metropolita krakowski. O godz. 7.00 rano odprawiona została uroczysta msza św.,
po której zamierzano udać się na pobliski cmentarz, by tam wziąć udział w przepisanych prawem zakonnych modlitwach. Zamiar ten udaremniła jednak wiadomość o zjawieniu się wyjątkowego Gościa. Kronikarz informuje, iż procesję odwołano, a „Ks. Arcybiskup odprawił cichą Mszę św. w kaplicy Matki Bożej”.
Przed wyjazdem z Leżajska Metropolita Krakowski dokonał w kronice klasztornej wpisu następującej treści: „Z serdecznym błogosławieństwem i prośbą o pamięć przed cudownym obrazem Matki Bożej. Pamięcią będę się starał odpłacić za pamięć, bo nie łatwo zresztą zapomnieć Waszej Bazyliki”.
Treść tej notatki pozostała głęboko w pamięci ludzkiej. Nawiązano doń w latach 80-tych XX w. umieszczając okolicznościową inskrypcję na płycie zdobiącej cokół kolumny z Chrystusem Frasobliwym na placu Rajskim. Treścią tej notatki posłużył się o. Franciszek Rydzak, przełożony klasztoru leżajskiego, w kazaniu wygłoszonym 16 X 1997 r. podczas uroczystej Mszy św. koncelebrowanej z racji kolejnej rocznicy wyboru Jana Pawła II na stolicę Piotrową. Obok ołtarza, po prawej stronie, umieszczono wówczas przeszkloną szafę, wewnątrz której umieszczono szaty Jana Pawła II: sutannę, pas, piuskę i stułę. Myślą przewodnią homilii były słowa zapisane w klasztornej kronice, w których mowa o pamięci rozumianej jako odpowiedź na pamięć.
Jedną z najosobliwszych pamiątek związanych z osobą Papieża Polaka w bernardyńskich zbiorach muzealnych są kamienie węgielne pod budowę przyszłych kaplic i kościółków kalwarii istniejącej przy leżajskim sanktuarium w formie, jaką otrzymała ona w 1993 r. Kamienie te, przygotowane za zgodą o. Mirosława Więcława, przełożonego klasztoru leżajskiego w latach 1990-1996, poświęcił w Rzymie 29 III 1995 r. i 18 IV 1996 r. Ojciec Święty Jan Paweł II. W tym samym dziale znajduje się również kamień węgielny pod planowaną niegdyś w Leżajsku budowę pomnika św. Jana z Dukli. Przedmiot ten doczekał się poświęcenia przez Papieża Jana Pawła II w klasztorze dukielskim 9 VI 1997 r., przed pamiętną uroczystością kanonizacyjną w Krośnie i do dziś ubogaca cenny zbiór pamiątek."

Przy okazji natrafiłem na niezwykle interesujący materiał z zwalczaniu Kościoła przez peerelowską SB. Podaje adres: www.ipn.gov.pl/biuletyn1

 Tak wygląda dzisiaj pamiątkowa tablica w leżajskim klasztorze :

                        

 [Zdjęcie M.Pędlowski, kliknij, aby powiększyć]

wyslane przez Kopernik dnia 2005-04-30 19:59:49
--------------------------------------------------------------------------------
Brawo !
Wszystko to układa się w logiczną całość.
1965 rok - a więc lata sześćdziesiąte.
Niespodziewana wizyta w Rudniku i równie niespodziewana w Leżajsku.
Poranny wyjazd z Rudnika i poranny przyjazd do bazyliki.
No i wreszcie Leżajsk, który był zapewne powodem tego, że trasa wiodła włąśnie przez Rudnik.
Dla pewności można jeszcze sprawdzić (jeśli IMiGW dysponuje tak dokładnym archiwum) jaka pogoda panowała w naszym regionie wieczorem 27 maja 1965 roku.
Choć w tym momencie dociekań będzie to już wyeliminowanie tego 10 procentowego marginesu niepewności.
Pozdrawiam i gratuluję odkrycia tajemnicy daty wizyty księdza arcybiskupa Karola Wojtyły, metropolity krakowskiego, późniejszego kardynała i papieża Jana Pawła II w Rudniku nad Sanem - w nocy
z 27 na 28 maja 1965 r.

wyslane przez M.Pędlowski dnia 2005-04-30 20:43:16
--------------------------------------------------------------------------------
29 maja 1967 roku papież Paweł VI mianował ks. abpa Karola Wojtyłę, kardynałem. Pomyślałem, że jest mało prawdopodobne, aby 27 maja był w Rudniku, a 28 maja w Leżajsku. Uspokoiła mnie informacja o tym, iż kapelusz kardynalski otrzymał w Rzymie dopiero 28 czerwca 1967 roku.

wyslane przez M.Pędlowski dnia 2005-04-30 21:17:28
--------------------------------------------------------------------------------
Pan Józef był kierowcą Karola Wojtyły 16 lat, a więc od 1962 roku. Najprawdopodobniej był w Rudniku, ale jak wczesniej pisałem, nie pamięta tego epizodu
Znalazłem ciekawy z nim wywiad:
…………………………………………………………………………………..
JÓZEF MUCHA
KIEROWCA PAPIEŻA Z CZASÓW, GDY KAROL WOJTYŁA BYŁ ARCYBISKUPEM
Choć papież Jan Paweł II nie żyje, wciąż wokół nas znajdują się ludzie, dla których był on nie tylko głową Kościoła katolickiego, ale także przyjacielem, znajomym, czy w końcu pracodawcą. Ci ludzie, to niewątpliwie szczęśliwcy, którzy do dziś wspominają swoje kontakty z Karolem Wojtyłą. Do takich osób należy mieszkający w Wierzchosławicach niedaleko Tarnowa pan Józef Mucha - kierowca Wojtyły z czasów, kiedy był on biskupem, później arcybiskupem i kardynałem.
JÓZEF MUCHA: Ja zacząłem w kurii metropolitalnej krakowskiej z kardynałem Sapiehą, to było w 1949 , Sapieha. Później po śmierci Sapiehy, był arcybiskup Baziak i w międzyczasie arcybiskup Baziak wyświęcił Karola Wojtyłę na biskupa, znałem go jako profesora, ale tak dokładnie to nie. Znałem go oczywiście " na szczęść Boże", "dzień dobry", "pochwalony", czy jak tam. Przychodził do kurii dopiero później, jak został biskupem. Potem, jak pojechałem za arcybiskupem Baziakiem do Warszawy i tam umarł, a więc ja se myślę to trzeba dać znać biskupowi Wojtyle, no i proszę pana, poszedłem na pocztę też na Poznańską, tam jest Główna Poczta i proszę pana tak że dzwonimy raz nikt się nie zgłasza. Drugi raz... Mówię: "Panie nic z tego." Ja mówię niech pan jeszcze powtórzy, i mówię mu o co chodzi - a to dobrze, a to powtórzymy jeszcze: "Umarł arcybiskup Baziak." Rzeczywiście odezwał się Wojtyła i mówię mu tak proszę księdza biskupa tak, a tak się stało arcybiskup zmarł i dzisiaj słyszę jak jego takie wzdychanie, oddech silny i po łacinie powiedział coś takiego, znaczy wieczne odpoczywanie i po czym pogrzeb i po pogrzebie zacząłem być już kierowcą biskupa.
WITOLD ODROBINA: Jak długo i gdzie jeździliście?
JÓZEF MUCHA: Jeździliśmy i tu i na wizytacje i po Polsce, i millenium jak było i różne rzeczy nas spotykały i dobre i złe i za obrazem i przed obrazem i ze świecą i rama sama była. No i został już to kardynałem i rzeczywiście jeździliśmy, jak się to mówi, wszędzie.
WITOLD ODROBINA: Można powiedzieć, że w tym samochodzie był pan szefem. Jakim był szefem, gdyby go teraz ocenić, tak jak to się teraz ocenia swojego szefa dyrektora, przełożonego?
JÓZEF MUCHA: No jako kardynał to był bardzo taki, jak mój ojciec prawie. Dbał o mnie i o rodzinę moją, pytał się co i jak. Jak mieszkanie miałem "nie za bardzo", to zaproponował mieszkanie inne, zrobili mieszkanie. przychodził po kolędzie tak zwane, bo mówił, że to jest jego parafia franciszkańska. Mojego syna nawet chrzcił i także dbał bardzo o pracownika i w ogóle był ojcem takim, że szkoda gadać.
WITOLD ODROBINA: Jak tak jeździliście razem, spędzaliście w tym samochodzie na pewno wiele godzin. O czym były te rozmowy?
JÓZEF MUCHA: Pogoda... No to ja się pytam którędy jedziemy. "Pan wie którędy ma pan jechać, dobrze pewnie i szybko." Tak, że w rozmowie, nawet jak ktoś mu towarzyszył, to troszeczkę porozmawiali tyle o ile i książkę, albo brewiarz. Zawsze miał dwie albo trzy książki. I jechaliśmy i ja mu, żeby czasu nie marnował, to ja mu zamontowałem taką lampkę z takim pulpicikiem, wie pan. Na kolanach sobie miał i świecił sobie i tak jak żeśmy jechali po Krakowie. No już Kraków znał: "O jedzie kardynał!" No to nie raz podjechaliśmy na przystanek tramwajowy, autobusowy żeby się zatrzymać. No to ludzie patrzyli, uśmiechnął się, pobłogosławił, pokiwał no i dalej. Raz jechaliśmy do Warszawy i przyjechaliśmy do Warszawy, to stanął na przystanku no i też to samo.
WITOLD ODROBINA: Byliście rozpoznawalni?
JÓZEF MUCHA: Tak i przez władze i przez ludzi jak się to mówi.
WITOLD ODROBINA: Były przygody na przykład z milicją na drodze?
JÓZEF MUCHA: Były i proszę pana, nocowaliśmy do celu dojeżdżaliśmy do sióstr. No co pan stanął. A ja mówię, że dojechaliśmy do celu. Szkoda bo ja książki jeszcze nie skończyłem. A tak przygody to były, śledzeni byliśmy tego. Nie mieliśmy takich specjalnie, ciekawi byli gdzie jedziemy. No różnie to było.
JÓZEF MUCHA: Rano zawsze miałem tak, że puściłem sobie radio, słuchałem wiadomości. Słucham mówią, że umarł papież Jan Paweł I. Mówię żonie: "Słyszałaś?" A ona na to, "A co słyszałam?" No to ja szybko poleciałem do kuchni, to była prawie pora śniadania. Powiedziałem siostrom, pochwaliłem Boga, mówię: "Proszę siostry wiecie, że papież umarł." Było takie okienko, w którym wydawali posiłki, ja głowę wsadziłem, podszedł Dziwisz i mówi co się dzieje. "Proszę księdza kapelana ja słyszałem że papież umarł." W tym czasie usłyszałem brzdęk tylko nie wiem, czy łyżeczka, czy nóż upadł kardynałowi Wojtyle na talerzyk. Po tym wszystkim wyjazd na konklawe małe miał być. No to kardynała odwiozłem na lotnisko w Krakowie. Pojechał samolotem, a ja na drugi dzień wziąłem siostry i bagaże i pojechaliśmy do Warszawy. Myśmy pojechali do sióstr na Wiślaną. Tam zanocowaliśmy. Ojciec Święty jako kardynał też. Na drugi dzień, nie wiem czy to był samochód sekretariatu, czy prymasa, odwieźli go na lotnisko. Na lotnisku pożegnałem się i mówię: "Niech ksiądz kardynał wraca." A on odpowiedział - nie wiadomo. I przyjechaliśmy do Krakowa. No to oczekujemy na wybór, jesteśmy u Franciszkanów w kościele . Jakieś nabożeństwo było, ja do żony mówię - teraz wyszedł ojciec może ogłosi papieża. Rzeczywiście wyszedł i powiada: teraz muszę wam powiedzieć nowinę - został Karol kardynał Wojtyła papieżem. Ja w ten czas nie wiedziałem, jak się nazywam, wie pan i do dzisiaj mi ściska serce. Był jako ojciec, z jednej strony się smuciłem z jednej się cieszyłem że to dla państwa dla kościoła dla świata . Teraz szum się dzieje, wszyscy jeszcze obecny infułat Małysiak mówi: panie Józefie będzie msza święta, organizujemy mszę świętą... Szum po Krakowie... Do Mariackiego ja też idę, klerycy wszystko śpiewa cieszy się no i Ojca Świętego mamy.

wyslane przez Kopernik dnia 2005-04-30 21:53:18
--------------------------------------------------------------------------------
Według przytoczonej poprzednio notatki z pobytu Karola Wojtyły w Leżajsku występuje 28 maj 1965 roku.
Natomiast Karol Wojtyła został kardynałem dopiero w 1967 roku, a więc 2 lata później.
Nie ma tu więc żadnej sprzeczności.

wyslane przez M.Pędlowski dnia 2005-05-01 10:24:28
--------------------------------------------------------------------------------
Tak, faktycznie - to było w roku 1967.

wyslane przez JC dnia 2005-05-01 19:50:22
--------------------------------------------------------------------------------
Śledztwo się ładnie rozwija. Dorzucam parę pomysłów:
Najprawdopodobniej przetrwała w pamięci ks. proboszcza informacja DOKĄD zmierzał biskup Wojtyła. To całkiem naturalna informacja że "w drodze do... " zatrzymał się na nocleg itd. Nie jest jasne czy biskup jechał w kierunku Niska czy w kierunku Przemyśla. A ta informacja bardzo by nam pomogła. Ponadto wyobrażam sobie, że jeśli samochód jechał do Leżajska, to podróżni za wszelką cenę starali by się dotrzeć do klasztoru - wszak to b. blisko, a raczej zdecydowali by się tylko przeczekać burzę. Myślę też, że jeśli zdecydowali się na nocleg to musiało być bardzo późno i nie opłacało im się czekać - powiedzmy godzinę czy dwie. A jeśli tak - to wątpliwe, żeby wyjechali o tak późnej porze z Leżajska. Raczej byli w długiej podróży - pewnie kilka godzin w drodze. Może bardziej w grę wchodzi Przemyśl.
Pomysł z informacją Z IMGW jest dobry. Z tym, że nie należy się spodziewać informacji o konkretnej burzy gdyż jest to zjawisko b. lokalne.
Pozdrawiam JC.

wyslane przez Kopernik dnia 2005-05-01 22:21:37
--------------------------------------------------------------------------------
Z pewnością należy spytać ks. proboszcza o cel podróży, ale do tej pory w żadnej z kilku jego wypowiedzi na ten temat ta nazwa nie padła.
Z charakteru wpisu arcybiskupa Wojtyły do kroniki klasztornej i pietyzmu
z jakim do tego faktu odnoszą się zakonnicy wynika, że była to jedyna taka wizyta. Być może Karol Wojtyła był tam wcześniej jako zwykły ksiądz, lub jako krakowski biskup pomocniczy, ale można śmiało postawić tezę, że jako arcybiskup, metropolita krakowski był w Leżajsku tylko raz. Na to wskazuje ten wpis i późniejsze fakty (tablica).
Ponieważ wizyta była niezapowiedziana, niespodziewana i krótka, została zaplanowana nagle i przy okazji jednej z podróży. A skoro tak, to w 90 % można przyjąć, że była to podróż do lub z Krakowa.
Czy z Krakowa ?
Nie sądzę. Gdy jedzie się bardzo wcześnie rano (załóżmy nawet, że punktem docelowym mógł być np Lublin lub Zamość), to nie planuje się raczej po drodze dłuższych wizyt i postojów (a Karol Wojtyła odprawił w Leżajsku cichą mszę).
Tym bardziej, że podróż z Krakowa do Leżajska przy ówczesnym stanie dróg musiałaby trwać przynajmniej
3 godziny.
Takie odwiedziny planuje się raczej w drodze powrotnej.
Zakładam więc, że jechali do Krakowa przez Rudnik i Leżajsk. W 1965 roku droga z Niska do Rudnika wiodła przez słynne zakręty Przędzela. Gdy dodać do tego bardzo trudne warunki atmosferyczne na jakie natrafili, to nie dziwię się, że zdecydowali się przerwać podróż i przenocować w pierwszym dogodnym miejscu, czyli w Rudniku.
I wreszcie nie można bagatelizować niezwykłej wprost koincydencji wydarzeń.
Niespodziewany nocleg w Rudniku i niespodziewana, poranna wizyta w Leżajsku Karola Wojtyły.
Choć nie wykluczam innego scenariusza, to po analizie znanych już faktów, moim zdaniem na 90% można przyjąć, że ta wizyta miała miejsce 27 maja 1965 roku.
Pozdrawiam.
Kopernik
PS. Spróbuję dotrzeć do archiwum IMiGW.

wyslane przez Kopernik dnia 2005-05-02 13:37:31
--------------------------------------------------------------------------------
Oto ciekawa strona opisująca wizyty Karola Wojtyły na Roztoczu. (zawiera archiwalne zdjęcia)
http://roztocze.pol.lublin.pl/Roztocze/papa.html

wyslane przez M.Pędlowski dnia 2005-05-02 21:22:11
--------------------------------------------------------------------------------
- 27 maja 1965 roku Karol Wojtyła przebywał w Kalwarii Zebrzydowskiej - wziął udział w kolejnej konferencji rejonowej, omawiając tematykę soborową.
- 28 maja 1965 roku około 8 rano był już w Leżajsku w klasztorze.
A zatem 27 maja, zapewne po jakichś uroczystościach, po południu jechał w kierunku Leżajska. Wieczorem dojechał do Rudniku, tutaj nocował i rano około 7.30 (pewnie po śniadaniu) wyjechał dalej. Miał pewnie trochę czasu i niespodziewanie zatrzymał się w klasztorze. Celem wyjazdu nie był zatem Leżajsk, ani też Przemyśl. Może była to Kalwaria Pacławska? Szukam nadal.

wyslane przez Kopernik dnia 2005-05-02 23:10:46
--------------------------------------------------------------------------------
Skąd pochodzi informacja, że 27 maja 1965 roku był w Kalwarii Zebrzydowskiej ?
W takim układzie cała teoria o Jego pobycie tego dnia w Rudniku ległaby chyba w gruzach.
Szukałem strony o historii wizyt Karola Wojtyły w diecezji przemyskiej i w sandomierskiej, ale póki co bez rezultatu. Można spotkać wiele tego typu stron, ma ją np diecezja tarnowska, czy wspominany tu wyżej serwis Roztocza. Pozostaje więc szukać nadal.

wyslane przez Kopernik dnia 2005-05-02 23:24:49
--------------------------------------------------------------------------------
Pozwolę sobie zacytować tekst o wizytach Karola Wojtyły w Jędrzejowie.
Jest o tyle ciekawy, że rzuca trochę światła na charakter takich niespodziewanych wizyt biskupa krakowskiego w różnych miejscach.
---------------------------------
Cyt.
Papież bywał w Jędrzejowie!
Jędrzejów był częstym miejscem modlitwy Karola Wojtyły, jeszcze jako arcybiskupa i kardynała. W klasztorze Cystersów jest jeszcze człowiek, który doskonale to pamięta. Jędrzejów nigdy nie znalazł się na trasie pielgrzymki Karola Wojtyły po ojczyźnie, bywał on tu jednak bardzo częstym gościem jeszcze nim zasiadł na tronie Stolicy Apostolskiej. Brał udział w kilku uroczystościach w klasztorze Cystersów, ale również wpadał tu przejazdem na krótką modlitwę przy grobie błogosławionego Wincentego Kadłubka, zatrzymywał się na kawę lub posiłek. W jędrzejowskim klasztorze odwiedzał nieżyjącego już ojca Klemensa, niegdyś wikariusza z Wadowic, u którego był ministrantem. Z tych czasów Karola Wojtyłę doskonale pamięta ojciec Aleksy.
W latach sześćdziesiątych jechał z nim nawet z Krakowa do Lublina w jednym przedziale pociągu.
Karol Wojtyła po raz pierwszy zagościł w Jędrzejowie w marcu 1961 roku, jeszcze jako biskup pomocniczy krakowski. Miał wygłosić kazanie na uroczystości obchodów 200 rocznicy beatyfikacji błogosławionego Wincentego Kadłubka. To była bardzo pamiętna wizyta.
- Msza już się rozpoczęła, a Karola Wojtyły jeszcze nie było. Tuż przed kazaniem wpadł do zakrystii, szybko założył stułę i w ostatniej chwili pojawił się na ambonie. Wygłaszał bardzo mądre kazania, choć czasami trudne do zrozumienia dla przeciętnego człowieka, używał dużo filozoficznych słów. Po uroczystościach przyszła do kancelarii starsza parafianka z wyrzutami, kogo dopuściliśmy do kazania. Stwierdziła, że lepsze wygłosiłby wikariusz, bo z tego nic nie zrozumiała - wspomina w uśmiechem ojciec Aleksy.
Przyjeżdżał do ojca Klemensa
Ojciec Aleksy pamięta niemal wszystkie wizyty Karola Wojtyły w jędrzejowskim klasztorze. Jak twierdzi, było ich bardzo dużo i z różnych okazji. W 1964 roku w obecności prymasa Polski, kardynała Stefana Wyszyńskiego zamknął obchody 200. rocznicy beatyfikacji Wincentego Kadłubka. 8 marca rok i dwa lata później odprawiał msze w kaplicy Kadłubka, a w 1968 roku już jako kardynał prowadził w Jędrzejowie sumę odpustową.
Kardynał Karol Wojtyła przewodniczył nabożeństwu odpustowemu w jędrzejowskim klasztorze również w marcu tego samego roku - 1978 - kiedy to został ogłoszony papieżem.
- Do klasztoru przyjeżdżał bardzo często również bez żadnych zapowiedzi. Odwiedzał ojca Klemensa, który był mu bardzo bliski. Karol Wojtyła był ministrantem ojca Klemensa, gdy ten pełnił funkcję wikariusza w Wadowicach. Pewnego razu przy obiedzie potwierdził, że ojciec Klemens ma na niego duży wpływ - wspomina ojciec Aleksy.
Pojawiał się i... znikał
- Raz pojawił się w klasztorze około godziny 21. Było ciemno i bramy klasztoru były już zamknięte. Zaczął się dobijać. Powiedział - "arcybiskup krakowski prosi o otwarcie furty". Jeden z braci mu odrzekł, że arcybiskupi tak późno nie przybywają, na co usłyszał "Braciszku, z pielgrzymką, gdy się przybywa, nigdy nie jest za późno" - opowiada ojciec Aleksy.
- Wtedy, po dwóch godzinach modlitwy przed grobem Kadłubka, Karol Wojtyła zjadł posiłek i pojechał do Krakowa. Czasami pojawiał się niespodziewanie i tak samo wybywał. Pewnego razu jeden z braci przybiegł z informacją, że Wojtyła modli się przed grobem Wincentego Kadłubka. Zbiegliśmy zaraz do kaplicy, ale jego już nie było - wzdycha ojciec Aleksy.
Z Papieżem w... pociągu
Pierwszy raz ojciec Aleksy spotkał się jednak z Karolem Wojtyłą zupełnie przypadkowo. Nie wiedział wtedy jeszcze, z kim ma do czynienia. Było to za czasów studenckich, gdy dojeżdżał na zajęcia do Katolickiego Uniwersytetu Lubeskiego.
- Zazwyczaj jeździłem do Krakowa, tam przesiadałem się do pośpiesznego do Lublina. Wtedy pociąg był praktycznie pusty. Siadłem do wolnego przedziału, zgasiłem światło i ułożyłem się z myślą, że zasnę. Wszedł jednak jakiś mężczyzna z bagażem na plecach, usiadł, zapalił światło i przez większość drogi coś czytał. Byłem już strasznie zły na niego, bo nie mogłem zasnąć. W Lublinie każdy z nas rozszedł się w swoją stronę i dopiero na KUL-u spotkałem go i okazało się, że jest wykładowcą. Powiedziałem mu "dzień dobry", wymieniliśmy uśmiechy - wspomina ze wzruszeniem ojciec Aleksy.
Wyjątkowe spotkanie
Jak twierdzi, jedno z ważniejszych spotkań z Karolem Wojtyłą przeżył, gdy był On już Papieżem. Było to w roku 1980 podczas obchodów jubileuszu świętego Benedykta.
- Z okazji 1500. rocznicy urodzin świętego Benedykta, wszystkie Zakony Benedyktyńskie na świecie doszły do wniosku, że należy zorganizować wspólna uroczystość. Doszło do niej 1 września w klasztorze na Monte Cassino. W specjalnej mszy świętej brała udział ogromna liczba zakonników, ja również tam pojechałem jako przeor klasztoru w Jędrzejowie. Potem zaproszono wszystkich na obiad. Po nim wyszliśmy wszyscy na wielki korytarz, na końcu pojawił się Ojciec Święty, rozejrzał się, wypatrzył mnie w ogromnym tłumie i podszedł do mnie. Aż się wystraszyłem. Zapytał jak się ma ojciec Klemens. Kazał przekazać, że o nim pamięta. To było szczególne spotkanie - opowiada ojciec Aleksy.
Karol Wojtyła będąc już w Watykanie, nigdy nie zapominał o mieście nad Brzeźnicą. Pomimo, że jako Papież tu nie był, wielokrotnie podczas swoich pielgrzymek wspominał o Wincentym Kadłubku i Jędrzejowie.

wyslane przez Kopernik dnia 2005-05-03 00:45:22
--------------------------------------------------------------------------------
Rzeczywiście 27 maja 1965 był w Kalwarii Zebrzydowskiej.
http://www.kalwaria.ofm.pl/?st=kardynal_KW
Poza tym kilka linków z Jego wizytami w Polsce w tamtym okresie : http://www.credo.alleluja.pl/tekst.php?numer=19580
http://www.echo-dnia.com.pl/?news=19165&mutacja=1&dzial=8
http://www.jp2doc.org/jan_pawel/kalendarium.htm
http://archidiecezja.lodz.pl/~andrespol/papa5.html
http://nowezycie.archidiecezja.wroc.pl/numery/102003/02.html

wyslane przez M.Pędlowski dnia 2005-05-03 19:50:12
--------------------------------------------------------------------------------
To, że 27 maja, Karol Wojtyła był w Kalwarii niczego nie wyklucza. Wysłałem meila do klasztoru w Leżajsku, może ktoś coś więcej pamieta - np. dokąd wówczas jechał.

wyslane przez M.Pędlowski dnia 2005-05-03 20:54:53
--------------------------------------------------------------------------------
Spojrzenie z drugiej strony: jak dotąd nie znalazałem informacji, która jednoznacznie wykluczałaby "nasz" termin pobytu w Rudniku.

wyslane przez M.Pędlowski dnia 2005-05-03 21:32:18
--------------------------------------------------------------------------------
Mam nowy trop - rok 1975 w drodze do Przemyśla.

wyslane przez Kopernik dnia 2005-05-04 19:19:33
--------------------------------------------------------------------------------
Dotarłem do krakowskiego oddziału IMGW, w najbliższych dniach prawdopodobnie uda nam się poznać jakie warunki meteorologiczne panowały w naszym regionie wieczorem 27 maja 1965.
Roku 1975 nie brałbym pod uwagę.
Chciażby dlatego, że w przekazie ustnym jest wyraźnie mowa o latach sześćdziesiątych oraz o arcybiskupie krakowskim Karolu Wojtyle, co jeszcze bardziej zawęża czas poszukiwań.

wyslane przez M. Pędlowski dnia 2005-05-04 22:18:12
--------------------------------------------------------------------------------
Rok 1975 wymienia śp. Genowefa Szast, w części historycznej, przygotowywanego do druku albumu "Piękno Ziemi Rudnickiej".

wyslane przez Kopernik dnia 2005-05-04 23:40:57
--------------------------------------------------------------------------------
Gdyby to był 1975 rok, to w przekazie ustnym występowałby już z pewnością kardynał Wojtyła, a sama sprawa nabrałaby większego rozgłosu. Poza tym ks. proboszcz wizytę kardynała z pewnością odnotowałby w księgach parafialnych.
Ale to tylko takie głośne myśli na marginesie.
Podobnie na marginesie, zagadką pozostaje, dlaczego żadna rudnicka parafia nie prowadzi swojego serwisu informacyjnego w internecie ?
Tym większą, że diecezja sandomierska ma bardzo dobry i bogaty serwis internetowy,
podobnie jak blisko 50 parafii z naszej diecezji.

wyslane przez M. Pędlowski dnia 2005-05-05 16:49:30
--------------------------------------------------------------------------------
Z klasztoru z Leżajska otrzymałem następującą informację:
- Kronikarz opisujący ten fakt odnotował, że Ks. ARCYBISKUP KAROL WOJTYŁA PO ODPRAWIENIU MSZY ŚW.
I ZWIEDZENIU BAZYLIKI ODJECHAŁ DO LUBLINA. Więcej na ten temat wiadomości nie posiadamy.
Z pozdrowieniem O. Stanisław Komornik

wyslane przez Kopernik dnia 2005-05-05 17:16:14
--------------------------------------------------------------------------------
Dzięki dużej życzliwości pracowników krakowskiego oddziału IMGW mam już dane o pogodzie w Rudniku n/S
z 27 maja 1965.
Tego dnia nie zanotowano w Rudniku burzy, wystąpił tylko mały opad deszczu o amplitudzie 3.5 mm
(pomiar od 7 rano 27.05 do 7 rano 28.05)
28 maja 1965 obserwator posterunku meteorologicznego w Rudniku zanotował burzę odległą.
Dopiero 29 maja w Rudniku wystąpiła potężna burza z gradem i opadem 37.7 mm (37.7 l/m2)
26 maja bez opadów.
Natomiast w Leżajsku burza miała miejsce 27 maja, a opad wyniósł 13mm.
Jeśli przyjąć, że głównym powodem noclegu Karola Wojtyły w Rudniku była burza, to dzień 27 maja musimy w takim układzie wyeliminować.
Optymistyczne jest to, że w samym Rudniku istniał wtedy posterunek meteorologiczny, w Krakowie są dane archiwalne, a pracownicy IMGW są bardzo życzliwi i udostępnią je gdy zajdzie potrzeba sprawdzenia innej daty.

wyslane przez JC dnia 2005-05-06 00:10:49
--------------------------------------------------------------------------------
No to mamy impas.... JC.

wyslane przez JC dnia 2005-05-06 00:22:24
--------------------------------------------------------------------------------
A tak jeszcze sobie myślę.... Może udałoby się ustalić kto był tym "posterunkowym" w Rudniku. Może ten człowiek posiada jakieś swoje stare zapiski przebiegu pogody. Takich dni kiedy były burze, nie mogło być znowu tak wiele. Rocznie gdzieś około 10 dni.
Jednak mimo wszystko podróż z Przemyśla lepiej mi się tu wpisuje...
JC.

wyslane przez Kopernik dnia 2005-05-06 23:10:32
--------------------------------------------------------------------------------
Dane pogodowe zostawiłbym jako kryterium weryfikacji konkretnych hipotez dat dziennych.

Jest jeszcze jeden ważny kierunek poszukiwań. To księża, którzy mieszkali w tamtym czasie w Rudniku. Mam nadzieję, że jeszcze żyją i uda się do nich dotrzeć.

wyslane przez M.Pędlowski dnia 2005-05-17 19:29:09
--------------------------------------------------------------------------------
Z archiwum Kurii w Krakowie otrzymałem następującą informację:
"Niestety w księdze czynności Bpa K. Wojtyły ani w innych materiałach nie ma
wzmianki o Jego pobycie w Rudniku.
Jeśli miało to miejsce, to między 26 a 29 maja, w trakcie któregoś przejazdu. Jeśli burza była 26 lub 28 maja potwierdzałoby to zasłyszany przekaz.
Podaję dane z księgi czynności (26-29 V 1965):
26 maj-Kalwaria
27 maj-Przemyśl-Katedra (godz. 19.00)
28 maj-Leżajsk -msza czytana(7.45)
Lublin-wykład na KUL-u
29 maj-Wieliczka-jubileusz kapłański i bierzmowanie(16.00)
Z poważaniem
ks. J. Raźny
Archiwum Kurii w Krakowie"